Ciągle tylko płakałam i płakałam. Czy ja nie mogę zrobić czegoś pożytecznego dla samej siebie? Serio?
Stać mnie tylko na durny płacz? To bez sensu .. No nic.
Wytarłam łzy. Przemyłam twarz, zrobiłam na nowo makijaż i przebrałam się
Wyszłam z łazienki. Na tarasie czekał już Zayn.
- No nareszcie kurwa, ile można się tak pindrzyć .. - mruknął pod nosem.
- Tyle ile potrzeba - spojrzałam na morze.
- Nie pyskuj , chodź - powiedział wstajac z kanapy. Złapał mnie za rękę którą przez chwile usiłowałam mu wyrwać lecz na darmo bo ścisnął jeszcze bardziej.
- Ałł - syknęłam z bólu.
- Uwielbiam kiedy kobieta do mnie jęczy albo syczy .. na przyszłość pamiętaj że robisz to co ci karze robić. - warknął luzując uścisk .
Szliśmy plażą.- Dlaczego do sklepu idziemy plażą? - zapytałam zdziwiona.- Bo na jakieś 200m dalej jest zajebista galeria na boku. - powiedział obojętnie.
- Ok. A dlaczego trzymamy się za ręce?
- Żebyś mi nie zwiała. Coś jeszcze? czy możesz już się zamknąć?
- Nie, nic.
W końcu doszliśmy do tej OGROMNEJ galerii .
Weszliśmy do pierwszego lepszego sklepu. Od razu w oczy rzuciły mi się szorty z ćwiekami na boku.
Wzięłam dwie pary, jedne szare drugie czarne.
- Chwila . Stop , porwałeś mnie.. a ja nie mam forsy .- popatrzałam na niego.
- Cena nie gra tu roli , ja płacę. Bierz co chcesz i ile chcesz - mruknął oglądając kuse spódniczki.
Kupowaliśmy ubrania chyba z 3 godziny po czym wróciliśmy tym razem drogą do domu.
Ledwo zdążyłam stanąć w progu drzwi a ten już atakuje słowami.
- Dzisiaj idziemy na zajebistą imprezę, masz ubrać się seksownie . Nie jak ponurak - powiedział oschle po czym wyszedł. po chwili jednak wrócił - Od teraz jesteś moją dziewczyną, skarbie. - ostatnie słowo dokładnie zaakcentował.
Co kurwa? Ja? jego dziewczyną? Nigdy przenigdy. Może i jest.. przystojny, seksowny pociągający, idealny , słodki, i .. zaraz co? nie. cofam to. Pomimo wszystkiego to nadal jest niebezpieczny bad boy który zabija ludzi z uśmiechem na twarzy.
Poszłam do "swojego pokoju" i wypakowałam wszystkie ubrania do szafy. Wybrałam na dzisiejszy wieczór
to. Do mojego pokoju wszedł Zayn.
- Pokaż co wybrałaś, jeśli już to zrobiłaś - powiedział podchodząc do mojego łóżka chwytając w ręce strój. Popatrzył się na mnie jak na debila.
- Chyba sobie żartujesz.
- Dlaczego? - Nie rozumiem, przecież strój jest śliczny.
- Strój jest ładny, owszem. Ale w takiej sukience możesz paradować na co dzień po domu, a nie na imprezie - prychnął zapalając papierosa.
- Zgaś to - pomachał sobie ręką koło nosa, gdy szary dym uniósł się do góry.
- A z jakiej to racji ? - uniósł brwi ku górze.
- A z takiej że moje ubrania przesiąkną dymem?
- Masz z tym jakiś problem? - zbliżył się do mnie na niebezepieczną odległość . Cofałam się do tyłu, cholera. Moje plecy stykały się z chłodną ścianą. - Będziesz pachniała mną - swoją głowę umieścił przy mojej szyi którą teraz całował. Zaraz co? Całował ją. Całował moją szyje. Po chwili poczułam jego język na swojej skórze, i mocne ugryznięcie.
- A to co do cholery? Czekaj, przecież ile osób pali papierosy..nie koniecznie będe pachniała tobą - odsunęłam go delikatnie od siebie.
- No tak, ale w tutaj wśród chłopaków palę tylko ja.. więc? jaki z tego morał? - mówił dziwnie spokojnym głosem.
- Morał z tego taki że masz mnie nie ślinić na szyi kotku. - odsunęłam go od siebie.
Jego oczy zrobiły się niebezpiecznie czarne, a w nich pojawił się dziwny błysk.
Przygryzł dolną wargę ponownie zbliżając się do mnie.
- Kotku? no proszę..taka myszka a taka zadziora, w sam raz dla mnie - jego usta znów znalazły się an mojej biednej szyi.
To było tak cholernie przyjemne, chciałabym żeby teraz mnie pocałował .. a nie ..
Co? co ja wygaduje. To wcale nie jest przyjemne. Odepchnełabym go ale nie mogę.. To samo tak wychodzi.
- Teraz wszyscy będą wiedzieć ze jesteś moja - poczułam mocny ból.
- C-co ty wyprawiasz Z-zayn ? - jęknęłam z bólu masując pulsujące miejsce.
- Sama zobacz - wskazał palcem lustro do którego natychmiast podeszłam. Obejrzałam swoją szyje, no świetnie. Malinka wielkości kiwi.
- Super . . - burknęłam.
- Teraz Ci coś wybiorę .. - zaczął grzebać w szafie.
* 1 h później *
Wreszcie na łóżku położył sukienkę i szpilki.
Odetchnął z ulgą i usiadł na łóżku.
- Serio? ociągasz się dłużej niż ja.. a to serio dziwne - powiedziałam zdziwiona.
- Cicho, jakoś musisz wyglądać.
- O której mam zacząć sie szykować? - zapytałam zaglądając za oknem. Było już dosyć ciemno.
- Najlepiej zaraz - oblizał usta po czym wstał i złapał mnie mocno za pośladki. Co jest? Swoje usta przycisnął do moich i mocno mnie pocałował. Wyszedł.
Co właśnie się wydarzyło? Z otwartymi ustami usiadłam na łóżku. Dziwne.
*** Zayn ***
Co ja kurwa odwalam? Jebło mi coś na mózg że ją pocałowałem. To był tylko taki odruch. To było dziwne, ale sam tego chciałem. Mój mózg się o to prosił. Zszedłem na dół gdzie wszyscy uśmiechali się jak psychopaci.
- Czego szczerzycie tak te mordy ? Dalej są krzywe - zaśmiałem się pod nosem.
- 20 minut rozumiem, ale żeby godzine? Stary nawet ja tak długo nie dochodzę - prychnął zadowolony Niall.
- Pojebało cie ? nie ruchałem jej - skierowałem się w strone kuchni by napić się zimnej wody. O tak. To mnie ochłodzi, sama myśl o pieprzeniu się z nią sprawia że jest mi gorąco.
Ej? Kurwa, Zayn co Ty pierdolisz? W dodatku za dużo przeklinam. Hahahha że co? Że ja za dużo przeklinam? Nie ma to jak kłótnia z własnym wygórowanym ego.
Chuj z tym . Jak mówiłem chciało mi się pić więc sięgnąłem po butelke wody z lodówki i wypiłem połowę zawartości.
- Uuu stary , widze ze cie rozgrzałem tą gadką ? - do kuchni wkroczył Niall.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - syknąłem.
- Nie martw się, odreagujesz dzis wieczorem - poklepał mnie po ramieniu.
- Nie ma mowy.
- Co kurwa? hahaha co Ty Zayn nie mów że zmieniłeś orientacje?
- Będę tam z Hannah .. - przygryzłem wargę.
- Ta dziewczyna ma na Ciebie dziwny wpływ , to chyba dobrze. - uśmiechnął się i wyszedł. Kurwa.
*** Hannah ***
Wzięłam znowu prysznic i ubrałam się. Wyglądałam tak . < Ale włosy rozpuszczone i pofalowane, i powiedzmy że Hannah ma większe cycki >
Zrobiłam .. dosyć ostry a zarazem delikatny makijaż . Ubrałam szpilki i prysnęłam się waniliową mgiełką. Zeszłam na dół. Było ciemno. No, to znaczy nie aż tak. Jakieś tam światło z kuchni padało na korytarz wiec coś tam widziałam.
Ledwo zeszłam na dół a już ktoś pociągnął mnie do jakiegoś pokoju. Brutalnie pociągnął.
Zapaliła się maleńka lampka.
Zayn.
Przycisnął mnie do ściany i złapał za moje pośladki. Zaczął błądzić ustami po mojej szyi dochodząc do kącika ust. Uśmiechnął się i pocałował mnie namiętne. Oddałam . Czemu? Sama nie wiem. Ten facet ma w sobie coś co przyciąga kobiety. Seksapil ? Czy samo to że istnieje. ?
Nie wiem. W każdym bądź razie nie potrafię mu się oprzeć.
- Gotowa? - wysapał gdy zakończył mnie całować.
- A nie widać? - zmierzył mnie wzrokiem i przygryzł wargę.
- Kobieto grzeszysz sama sobą.. - warknął.
- Czem- oczywiście nie dokończyłam bo ponownie zostałam zaatakowana brutalnym pocałunkiem. W którymś momencie usłyszeliśmy wołanie chłopaków więc niestety musieliśmy przerwać tą jakże i miłą chwilę dla nas obojgu .
Malik przeklnął pod nosem i wyszedł ciągnąć mnie za rękę.
Wpakowaliśmy się do aut i wyjechaliśmy.
- Zayn ?
- No?
- Gdyby chłopcy nam nie przeszkodzili to..czy..no wiesz.. - moje ręce nagle stały się ogromnie interesujące.
- Na to przyjdzie jeszcze czas skarbie - szybko pocałował mnie w usta po czym wrócił do kierownicy.
Dlaczego to wszystko tak bardzo mi się podoba? Powinnam się bać. Powinnam płakac , w końcu zostałam porwana a ja co? Całuje się z najniebezepiczniejszym kolesiem w okolicy.
Oj Hannah. Do czego to dochodzi.
Dokończę jutro.
niedziela, 23 marca 2014
niedziela, 9 marca 2014
3.
Siedziałam w tym pieprzonym pokoju już dwie godziny. No, przynajmniej tak mi się wydawało. Nawet mi się przysnęło ale tylko na 20 minut. Tak też mi się zdawało.
Usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł znów ten mulat.
- Wyłaź - powiedział.
- Gdzie? - zapytałam przygryzając wargę przy tym.
- Nie rób tego, i chodź. - syknął.
- Czego mam nie robić? - zdziwiło mnie zachowanie chłopaka.
- Nie przygryzaj wargi , nigdy więcej, w moim towarzystwie. Rozumiesz?! - krzyknął.
- Nie rozumiem dlaczego.
- Po prostu tego kurwa nie rób, ale wybije Ci tą buźke .. - syknął - chodź na śniadanie.
- Dobrze.. - spuściłam głowę w dół i podążyłam za chłopakiem. Zaprowadził mnie do kuchni gdzie czekała na mnie miska płatków i sok.
- Tylko szybko, nie mam czasu stać tu wieczność i Cię pilnować - mruknął.
- Przecież nie mu-
- Muszę - warknął. - Żryj to szybciej albo Ci pomogę.
- Przestań.. - jęknęłam.
- Słucham ? - podniósł głos.
- Przepraszam..
- No.
Po 5 minutach miska została opróżniona.
Już wstawał z krzesła gdy nagle do kuchni wleciał jakiś zdyszany blondyn.
- Kurwa Malik, musimy spadać - darł się.
- O co chodzi ? Co znowu spieprzyłeś?! - warknął zły mulat. To znaczy...chyba Malik.
- Ja nic kurwa nie zrobiłem, namierzyli nas. Mamy godzine - wyszedł trzaskając drzwiami.
Malik przeczesał ręką włosy , po czym podszedł do mnie złapał mnie brutalnie za rękę i wyprowadził z kuchni. Wrzucił mnie do jakiegoś pokoju i zamknął mnie na klucz.
No swietnie, i co teraz? Zostawią mnie tu? Rozejrzałam się po pokoju. Pusto. Żadnego łóżka, żadnego okna. Nic. Po chwili chłopak znów wszedł do pokoju i bez słowa mnie z niego wyciągnął.
Wyszliśmy na dwór, świeże powietrze. O tak, tego mi było trzeba. Wpakował mnie do czarnego auta. No nie. Wywożą mnie. Wsiadł do auta. Widziałam przez szybę że do innych aut wsiała reszta chłopaków i jeszcze inni ludzie. W tym sami mężczyźni .
Odjechaliśmy z piskiem opon.
- Teraz wyjeżdżamy daleko stąd. - powiedział po czym dał mi do ręki jakiś paszport.
- Co to jest? - zapytał.
- Od teraz tak się nazywasz - mruknął. Spojrzałam na rzecz , pisało tam Hannah Gemma Malik .
- Malik ? A czy TY czasem nie nosisz takiego nazwiska? - zapytałam unosząc brwi do góry .
- Taa , teraz jesteśmy małżeństwem. Rozumiesz? - powiedział nie co łagodniejszym tonem.
- MAŁŻEŃSTWEM?! - wyrwało mi się.
- Kotku, jeśli chcesz żebym był dla ciebie łagodniejszy to zmień ton, chyba że znowu chcesz oberwać.
- Przepraszam.
- Lepiej ,a teraz siedź cicho.
- Jeszcze jedno pytanko - powiedział cicho.
- no ?- spojrzał na mnie.
- Mam nosić na sobie ciągle te same ubrania ?
Malik zaczął się śmiać. Nie rozumiałam za bardzo o co chodzi.
- Co ? Co Cię tak bawi ?
- Twoja mina - śmiał się dalej. Po chwili uspokoił się . - Gdy dojedziemy na miejsce , pójdziemy do jakiejś galerii i kupisz se co zachcesz. A teraz się zamknij . - kiwnęłam głowa i do końca nic się nie odzywałam.
Czułam się trochę senna , powieki same się kleiły. Zamknęłam oczy, wszystko robiło się co raz ciemniejsze i cichsze. Zasnęłam.
- Ej, obudź się księżniczko - usłyszałam koło ucha. Zerwałam się. Siedziałam na siedzeniu w aucie , drzwi po mojej prawej były otwarte a koło nich klękał Malik .- Przesiadka - poinformował mnie.
Rozejrzałam się, byliśmy na lotnisku. Wzdychając cicho wyszłam z auta i pokierowałam się w strone samolotu.
- Co robisz? - zapytał mnie rozbawiony chłopak.
- No lecimy nie? - zapytałam sennym głosem, oczy znowu mi się kleiły. Zasypiałam, czułam że lecę w dół jak z jakiegoś ogromnego stoku.. Czułam się taka ciężka i lekka zarazem.
Czuje n a sobie czyjeś ramiona, ktoś mnie trzyma. Co jest? Otworzyłam jedno oko, Malik mnie trzymał w objęciach i śmiał się po cichu. Usłyszałam też śmiech reszty chłopaków.
Oderwałam się od chłopaka.
- Co jest? - zapytałam.
- Jak można zasnąć na stojąco?- wszyscy się ze mnie śmiali a ja zawstydzona usiadłam na pobliskiej ławce i skuliłam nogi pod siebie. Po chwili także zaczęłam się śmiać.
- Chcesz coś do picia? - zapytał mnie jakiś blondyn. - A właśnie, nazywam się Niall. - uśmiechnięty wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnęłam ją i delikatnie się uśmiechnęłam . - Hannah gemma Walker, no .. teraz Malik.
- Rozumiem - roześmiał się - więc chcesz coś do picia?
- Kawę . - uśmiechnęłam się .
Chłopak podszedł do automatu skąd przyniósł mi gorącą kawę z pianką. Mmm.
- Dziękuję - zamoczyłam usta w pysznym napoju. Gdy kubek został opróżniony wszyscy zaczęli ze mnie się śmiać.
- O co chodzi? - rozejrzałam się.
Malik podszedł do mnie i przed twarzą ustawił mi lusterko. Miałam biało brązowe wąsy na ustach . Zaczęłam się śmiać. - Muszę do kibla - powiedziałam.
- Chodź. - mulat zaczął prowadzić mnie do łazienki. Stanął przed drzwiami i powiedział.
- Żadnych numerów.
Zajrzałam do środka - tam i tak nie ma okien .
- Masz 5 minut. Zaraz mamy samolot.
Kiwnęłam głową. Weszłam do środka, załatwiłam swoje potrzeby. Przemyłam twarz ciepłą wodą i poprawiłam włosy. I wyszłam.
Malik wziął mnie za rękę, przeszedł mnie dziwny dreszcz. Weszliśmy do samolotu. Mieliśmy dziwne miejsca, taki jakby boks. Wszyscy na przeciwko siebie.
Siedziałam sobie gdy nagle poczułam zimną rękę na plecach. Odwróciłam się. Koło mnie stał jakiś wysoki brunet.
- Cześć piękna, sama?
- A ślepy jesteś i naprawdę nie widzisz 5 chłopaków obok mnie? - usłyszałam z tyłu chichot. Widziałam że Malik chce coś powiedzieć lecz zatkałam mu usta dłonią. Miał zdziwioną mine.
- Oj , jaka zadziorna w sam raz dla mnie. - poruszył dziwnie brwiami.
- W sam raz dla Ciebie byłby mózg- uśmiechnęłam się z kpiną.
- Chciałbym Ciebie..
- A chciałbyś w ryj ? - warknął wściekły Malik . - wypierdalaj lamusie albo Ci nieźle najebie.
- Ej spoko luuuuuzik , ja tu tylko chciałem sie pobzykać - zaśmiał się .
Malik nie wytrzymał, wstał i walnął centralnie w nos chłopakowi.
Chciałam krzyknąć .. na mulata, ale po co ? Zaraz dostałabym w twarz. Zasnęłam. Znowu.
Obudziłam się w ciepłym wielkim ładnie pachnącym łóżku. W białym łóżku. Pokój bł przepiękny.
Wyglądał tak .
Koło łóżka była walizka a w niej trochę ubrań, widzę że nowych bo mają jeszcze metki .
Poszłam do łazienki, wzięłam gorącą i rozkoszną kąpiel. Wysuszyłam się i ubrałam . Znalazłam błyszczyk , odkład i tusz do rzęs w walizce. oczywiście skorzystałam i pomalowałam się. Rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Otworzyłam pierwsze lepsze drzwi. Weszłam do jakiegoś pokoju . Ładny, taki sam jak mój tylko większy i są dwa łóżka. Do pokoju wszedł ten blondyn..jak on..no Niall !
- H-hej - powiedziałam.
- Cześc, co tu robisz? - zapytał zdziwiony.
- Sama nie wiem . Nie wiem gdzie mam iść i co robić - wzruszyłam ramionami.
- Chodź. - powiedział .
Prowadził mnie przez jakiś korytarz . Rozglądałam się z ogromnymi gałami. WOW.
Korytarze ciągle się zmieniały, każdy miał kompletnie inny wygląd. W końcu Niall doprowadził mnie do ogromnej jadalni . Na stole były różne potrawy. Wskazał ręką bym jadła co chciała.
Zjadłam wiec gofry z czekoladą i bitą śmietaną . Później jabłko, wypiłam sok i wyszłam na dwór.
Gdzie siedziała już cała piątka. Było ... było pięknie.
Widok był przecudowny, chłopcy siedzieli na białych pufach . A Malik złapał mnie za rękę i usadził obok siebie obejmując mnie przy tym ramieniem. Dziwne.
- Księżniczka się wyspała ? - zapytał dziwnie i podejrzanie mile.
- I to jak - uśmiechnęłam się.
- Podoba Ci się tu ?
- Jezu , bardzo. Tu jest pięknie. Tylko .. albo nic - spuściłam głowę w dół.
Chłopak ujął mój podbródek w dwa palce i podniósł go do góry.
- Powiedz .
- No bo .. powiesz mi czemu tu jestem ? - zapytałam cichutko przymykając oczy ponieważ spodziewałam się ciosu w twarz.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie uderzysz mnie?
- Nie. Chłopcy, mówimy ?- spojrzał na pozostałych. Oni tylko kiwnęli głowami.
- Wiec, twój tatuś jest nam winny czegoś bardzo cennego . .
- Mianowicie?
- Mianowicie, Twój staruszek nie jest tym za kogo go masz. Myślisz że kocha Twoją matkę a ona jego? Jak myślisz, dlaczego nagle wyjechali? - uśmiechał się drwiąco.
- Nie rozumiem.
- Tym lepiej dla Ciebie - wstał z zamiarem wyjścia lecz złapałam go za rękę powodując że znów siedział.
- Powiedz, mi proszę. Zrobie co zachcesz tylko powiedz. - Chłopcy wyszli. Zostaliśmy tylko my dwoje.
- Pewnie mi nie uwierzysz ale skoro chcesz to proszę bardzo. Twoja matka z Twoim ojcem byli kiedyś parą, owszem. Lecz pewnego dnia ta przyłapała go na zdradzie, dodatkowo wiedziała o wszystkich przekrętach twojego ojczulka, tak..przekrętach. Wcale nie jest taki święty jak się wydaje. Ćpał ,kradł , nawet i zabijał. Od 20 lat zmusza do związku twoją matke grożąc śmiercią lub powiedzeniem o jej współudziale. Twoja matka to naprawdę zły a zarazem dobry człowiek. Brała udział w niektórych przekrętach ale w większości przypadków zostawała do tego zmuszona. Wyjechali jak myślisz dlaczego? Wakacje tak? Praca tak? Ich praca polega na zabijaniu , no.. bynajmniej twojego ojca. Teraz pewnie męczy twoją matke w jakiejś willi na uboczu. - prychnął. On mówił, on kpił a ja płakałam.
- Kłamiesz ! - krzyknęłam. - Drwisz. Przestań.
- Ja kłamię? A jak myślisz.. skąd wziął się siniak pod okiem twojej mamy w zeszłym tygodniu ? Tóż po powrocie z "pracy" ?
- Boże.. - złapałam się za głowę.
- Twój ojciec zabił .. .on zabił mojego kuzyna..chciałem zabić Ciebie. Ale plany się zmieniły.. - westchnął.
- Dlaczego ? Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz ?
- To dziecinada, oddawać tym samym. Zabiję i po sprawie, twoj ojciec prawie się Tobą nie przejmie. Za to gdy będziesz tu .. on będzie cholernie niepewny tego czy żyjesz. Strach przejmie władzę nad jego ciałem i zacznie robisz rzczy...dziwne.
- Przestań.
- A później zabije Twoją matkę tak jak mojego kuzyna , nienawidzę twojego ojca. Dodatkowo wisi mi jakieś 5 dobrych miliardów za milczenie. - Z kieszeni wyjął papierosa i zapalił go.
- Już nie wrócisz do domu Hannah .. z resztą, masz po co ? - uśmiechnął się drwiąco .
- Nie .. - szepnęłam.
- No więc właśnie, teraz idź się ogarnij przed wyjściem bo zaraz idziemy po jakieś rzeczy dla Ciebie. - klepnął mnie w tyłek gdy wstawałam. Dupek.
To wszystko co mówił wydawało się być kłamstwem a z drugiej strony bolesną prawdą. Mam mu uwierzyć? Chcę dowodów.. Miał racje, moja matka nie raz płakała przez ojca ale mówiła że to tylko przelotna chwila kłótni. Nie rozumiem więc niczego..może jak zbliżę się troche do Malika to więcej mi powie? Nie..ja taka nie jestem. Zabrałam kosmyk włosów z mokrego od łez policzka i poszłam się przebrać.
ZNOWU JEST KRÓTKO ALE NIE MAM COŚ WENY..
Usłyszałam kroki. Do pokoju wszedł znów ten mulat.
- Wyłaź - powiedział.
- Gdzie? - zapytałam przygryzając wargę przy tym.
- Nie rób tego, i chodź. - syknął.
- Czego mam nie robić? - zdziwiło mnie zachowanie chłopaka.
- Nie przygryzaj wargi , nigdy więcej, w moim towarzystwie. Rozumiesz?! - krzyknął.
- Nie rozumiem dlaczego.
- Po prostu tego kurwa nie rób, ale wybije Ci tą buźke .. - syknął - chodź na śniadanie.
- Dobrze.. - spuściłam głowę w dół i podążyłam za chłopakiem. Zaprowadził mnie do kuchni gdzie czekała na mnie miska płatków i sok.
- Tylko szybko, nie mam czasu stać tu wieczność i Cię pilnować - mruknął.
- Przecież nie mu-
- Muszę - warknął. - Żryj to szybciej albo Ci pomogę.
- Przestań.. - jęknęłam.
- Słucham ? - podniósł głos.
- Przepraszam..
- No.
Po 5 minutach miska została opróżniona.
Już wstawał z krzesła gdy nagle do kuchni wleciał jakiś zdyszany blondyn.
- Kurwa Malik, musimy spadać - darł się.
- O co chodzi ? Co znowu spieprzyłeś?! - warknął zły mulat. To znaczy...chyba Malik.
- Ja nic kurwa nie zrobiłem, namierzyli nas. Mamy godzine - wyszedł trzaskając drzwiami.
Malik przeczesał ręką włosy , po czym podszedł do mnie złapał mnie brutalnie za rękę i wyprowadził z kuchni. Wrzucił mnie do jakiegoś pokoju i zamknął mnie na klucz.
No swietnie, i co teraz? Zostawią mnie tu? Rozejrzałam się po pokoju. Pusto. Żadnego łóżka, żadnego okna. Nic. Po chwili chłopak znów wszedł do pokoju i bez słowa mnie z niego wyciągnął.
Wyszliśmy na dwór, świeże powietrze. O tak, tego mi było trzeba. Wpakował mnie do czarnego auta. No nie. Wywożą mnie. Wsiadł do auta. Widziałam przez szybę że do innych aut wsiała reszta chłopaków i jeszcze inni ludzie. W tym sami mężczyźni .
Odjechaliśmy z piskiem opon.
- Teraz wyjeżdżamy daleko stąd. - powiedział po czym dał mi do ręki jakiś paszport.
- Co to jest? - zapytał.
- Od teraz tak się nazywasz - mruknął. Spojrzałam na rzecz , pisało tam Hannah Gemma Malik .
- Malik ? A czy TY czasem nie nosisz takiego nazwiska? - zapytałam unosząc brwi do góry .
- Taa , teraz jesteśmy małżeństwem. Rozumiesz? - powiedział nie co łagodniejszym tonem.
- MAŁŻEŃSTWEM?! - wyrwało mi się.
- Kotku, jeśli chcesz żebym był dla ciebie łagodniejszy to zmień ton, chyba że znowu chcesz oberwać.
- Przepraszam.
- Lepiej ,a teraz siedź cicho.
- Jeszcze jedno pytanko - powiedział cicho.
- no ?- spojrzał na mnie.
- Mam nosić na sobie ciągle te same ubrania ?
Malik zaczął się śmiać. Nie rozumiałam za bardzo o co chodzi.
- Co ? Co Cię tak bawi ?
- Twoja mina - śmiał się dalej. Po chwili uspokoił się . - Gdy dojedziemy na miejsce , pójdziemy do jakiejś galerii i kupisz se co zachcesz. A teraz się zamknij . - kiwnęłam głowa i do końca nic się nie odzywałam.
Czułam się trochę senna , powieki same się kleiły. Zamknęłam oczy, wszystko robiło się co raz ciemniejsze i cichsze. Zasnęłam.
- Ej, obudź się księżniczko - usłyszałam koło ucha. Zerwałam się. Siedziałam na siedzeniu w aucie , drzwi po mojej prawej były otwarte a koło nich klękał Malik .- Przesiadka - poinformował mnie.
Rozejrzałam się, byliśmy na lotnisku. Wzdychając cicho wyszłam z auta i pokierowałam się w strone samolotu.
- Co robisz? - zapytał mnie rozbawiony chłopak.
- No lecimy nie? - zapytałam sennym głosem, oczy znowu mi się kleiły. Zasypiałam, czułam że lecę w dół jak z jakiegoś ogromnego stoku.. Czułam się taka ciężka i lekka zarazem.
Czuje n a sobie czyjeś ramiona, ktoś mnie trzyma. Co jest? Otworzyłam jedno oko, Malik mnie trzymał w objęciach i śmiał się po cichu. Usłyszałam też śmiech reszty chłopaków.
Oderwałam się od chłopaka.
- Co jest? - zapytałam.
- Jak można zasnąć na stojąco?- wszyscy się ze mnie śmiali a ja zawstydzona usiadłam na pobliskiej ławce i skuliłam nogi pod siebie. Po chwili także zaczęłam się śmiać.
- Chcesz coś do picia? - zapytał mnie jakiś blondyn. - A właśnie, nazywam się Niall. - uśmiechnięty wyciągnął rękę w moim kierunku. Uścisnęłam ją i delikatnie się uśmiechnęłam . - Hannah gemma Walker, no .. teraz Malik.
- Rozumiem - roześmiał się - więc chcesz coś do picia?
- Kawę . - uśmiechnęłam się .
Chłopak podszedł do automatu skąd przyniósł mi gorącą kawę z pianką. Mmm.
- Dziękuję - zamoczyłam usta w pysznym napoju. Gdy kubek został opróżniony wszyscy zaczęli ze mnie się śmiać.
- O co chodzi? - rozejrzałam się.
Malik podszedł do mnie i przed twarzą ustawił mi lusterko. Miałam biało brązowe wąsy na ustach . Zaczęłam się śmiać. - Muszę do kibla - powiedziałam.
- Chodź. - mulat zaczął prowadzić mnie do łazienki. Stanął przed drzwiami i powiedział.
- Żadnych numerów.
Zajrzałam do środka - tam i tak nie ma okien .
- Masz 5 minut. Zaraz mamy samolot.
Kiwnęłam głową. Weszłam do środka, załatwiłam swoje potrzeby. Przemyłam twarz ciepłą wodą i poprawiłam włosy. I wyszłam.
Malik wziął mnie za rękę, przeszedł mnie dziwny dreszcz. Weszliśmy do samolotu. Mieliśmy dziwne miejsca, taki jakby boks. Wszyscy na przeciwko siebie.
Siedziałam sobie gdy nagle poczułam zimną rękę na plecach. Odwróciłam się. Koło mnie stał jakiś wysoki brunet.
- Cześć piękna, sama?
- A ślepy jesteś i naprawdę nie widzisz 5 chłopaków obok mnie? - usłyszałam z tyłu chichot. Widziałam że Malik chce coś powiedzieć lecz zatkałam mu usta dłonią. Miał zdziwioną mine.
- Oj , jaka zadziorna w sam raz dla mnie. - poruszył dziwnie brwiami.
- W sam raz dla Ciebie byłby mózg- uśmiechnęłam się z kpiną.
- Chciałbym Ciebie..
- A chciałbyś w ryj ? - warknął wściekły Malik . - wypierdalaj lamusie albo Ci nieźle najebie.
- Ej spoko luuuuuzik , ja tu tylko chciałem sie pobzykać - zaśmiał się .
Malik nie wytrzymał, wstał i walnął centralnie w nos chłopakowi.
Chciałam krzyknąć .. na mulata, ale po co ? Zaraz dostałabym w twarz. Zasnęłam. Znowu.
Obudziłam się w ciepłym wielkim ładnie pachnącym łóżku. W białym łóżku. Pokój bł przepiękny.
Wyglądał tak .
Koło łóżka była walizka a w niej trochę ubrań, widzę że nowych bo mają jeszcze metki .
Poszłam do łazienki, wzięłam gorącą i rozkoszną kąpiel. Wysuszyłam się i ubrałam . Znalazłam błyszczyk , odkład i tusz do rzęs w walizce. oczywiście skorzystałam i pomalowałam się. Rozczesałam włosy i wyszłam z pokoju. Otworzyłam pierwsze lepsze drzwi. Weszłam do jakiegoś pokoju . Ładny, taki sam jak mój tylko większy i są dwa łóżka. Do pokoju wszedł ten blondyn..jak on..no Niall !
- H-hej - powiedziałam.
- Cześc, co tu robisz? - zapytał zdziwiony.
- Sama nie wiem . Nie wiem gdzie mam iść i co robić - wzruszyłam ramionami.
- Chodź. - powiedział .
Prowadził mnie przez jakiś korytarz . Rozglądałam się z ogromnymi gałami. WOW.
Korytarze ciągle się zmieniały, każdy miał kompletnie inny wygląd. W końcu Niall doprowadził mnie do ogromnej jadalni . Na stole były różne potrawy. Wskazał ręką bym jadła co chciała.
Zjadłam wiec gofry z czekoladą i bitą śmietaną . Później jabłko, wypiłam sok i wyszłam na dwór.
Gdzie siedziała już cała piątka. Było ... było pięknie.
Widok był przecudowny, chłopcy siedzieli na białych pufach . A Malik złapał mnie za rękę i usadził obok siebie obejmując mnie przy tym ramieniem. Dziwne.
- Księżniczka się wyspała ? - zapytał dziwnie i podejrzanie mile.
- I to jak - uśmiechnęłam się.
- Podoba Ci się tu ?
- Jezu , bardzo. Tu jest pięknie. Tylko .. albo nic - spuściłam głowę w dół.
Chłopak ujął mój podbródek w dwa palce i podniósł go do góry.
- Powiedz .
- No bo .. powiesz mi czemu tu jestem ? - zapytałam cichutko przymykając oczy ponieważ spodziewałam się ciosu w twarz.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
- Nie uderzysz mnie?
- Nie. Chłopcy, mówimy ?- spojrzał na pozostałych. Oni tylko kiwnęli głowami.
- Wiec, twój tatuś jest nam winny czegoś bardzo cennego . .
- Mianowicie?
- Mianowicie, Twój staruszek nie jest tym za kogo go masz. Myślisz że kocha Twoją matkę a ona jego? Jak myślisz, dlaczego nagle wyjechali? - uśmiechał się drwiąco.
- Nie rozumiem.
- Tym lepiej dla Ciebie - wstał z zamiarem wyjścia lecz złapałam go za rękę powodując że znów siedział.
- Powiedz, mi proszę. Zrobie co zachcesz tylko powiedz. - Chłopcy wyszli. Zostaliśmy tylko my dwoje.
- Pewnie mi nie uwierzysz ale skoro chcesz to proszę bardzo. Twoja matka z Twoim ojcem byli kiedyś parą, owszem. Lecz pewnego dnia ta przyłapała go na zdradzie, dodatkowo wiedziała o wszystkich przekrętach twojego ojczulka, tak..przekrętach. Wcale nie jest taki święty jak się wydaje. Ćpał ,kradł , nawet i zabijał. Od 20 lat zmusza do związku twoją matke grożąc śmiercią lub powiedzeniem o jej współudziale. Twoja matka to naprawdę zły a zarazem dobry człowiek. Brała udział w niektórych przekrętach ale w większości przypadków zostawała do tego zmuszona. Wyjechali jak myślisz dlaczego? Wakacje tak? Praca tak? Ich praca polega na zabijaniu , no.. bynajmniej twojego ojca. Teraz pewnie męczy twoją matke w jakiejś willi na uboczu. - prychnął. On mówił, on kpił a ja płakałam.
- Kłamiesz ! - krzyknęłam. - Drwisz. Przestań.
- Ja kłamię? A jak myślisz.. skąd wziął się siniak pod okiem twojej mamy w zeszłym tygodniu ? Tóż po powrocie z "pracy" ?
- Boże.. - złapałam się za głowę.
- Twój ojciec zabił .. .on zabił mojego kuzyna..chciałem zabić Ciebie. Ale plany się zmieniły.. - westchnął.
- Dlaczego ? Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz ?
- To dziecinada, oddawać tym samym. Zabiję i po sprawie, twoj ojciec prawie się Tobą nie przejmie. Za to gdy będziesz tu .. on będzie cholernie niepewny tego czy żyjesz. Strach przejmie władzę nad jego ciałem i zacznie robisz rzczy...dziwne.
- Przestań.
- A później zabije Twoją matkę tak jak mojego kuzyna , nienawidzę twojego ojca. Dodatkowo wisi mi jakieś 5 dobrych miliardów za milczenie. - Z kieszeni wyjął papierosa i zapalił go.
- Już nie wrócisz do domu Hannah .. z resztą, masz po co ? - uśmiechnął się drwiąco .
- Nie .. - szepnęłam.
- No więc właśnie, teraz idź się ogarnij przed wyjściem bo zaraz idziemy po jakieś rzeczy dla Ciebie. - klepnął mnie w tyłek gdy wstawałam. Dupek.
To wszystko co mówił wydawało się być kłamstwem a z drugiej strony bolesną prawdą. Mam mu uwierzyć? Chcę dowodów.. Miał racje, moja matka nie raz płakała przez ojca ale mówiła że to tylko przelotna chwila kłótni. Nie rozumiem więc niczego..może jak zbliżę się troche do Malika to więcej mi powie? Nie..ja taka nie jestem. Zabrałam kosmyk włosów z mokrego od łez policzka i poszłam się przebrać.
ZNOWU JEST KRÓTKO ALE NIE MAM COŚ WENY..
sobota, 8 marca 2014
2.
Obudziłam się z powodu męczącego bólu w okolicach brzucha. Co to..a tak, żebra. Zapomniałam ze dostałam w to miejsce z tysiąc razy, z całej siły. Otworzyłam oczy, leżałam w miękkim łóżku. W bardzo ładnym pokoju. Postanowiłam wstać. Ale zaraz potem zawróciłam się i znów położyłam do łóżka. Co mam robić? Mam stąd wyjść? Przecież wszystko mnie boli, a po za tym ten dureń .. jak coś mi znów zrobi?
Nieważne. Przeczekam w łóżku.
Usłyszałam kroki . Skuliłam się w drugą strone. Usłyszałam otwierające się drzwi. Ścisnęłam powieki czekając na ból. Jednak.. jednak nie poczułam żadnego bólu, żadnego dotyku.
- Wstawaj bejbe - usłyszałam dość wysoki i chrapliwy głos. Nie taki jak miał ten mulat czy loczek.
Otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam chłopaka o ładnych ..zielonych lub niebieskich oczach. Ale chyba niebieskich. Grzywka do góry, koszulka w paski i czarne rurki.
- Co.. co ja tu robię? - szepnęłam.
- Aktualnie leżysz, a co? Wzrok szwankuje na stare lata? - zasmiał się.
- Eh, nie o to mi chodziło. Z resztą.. po co , ten mulat znowu chce mnie katować? Może robić to tutaj.. - powiedziałam cicho podnosząc się z łóżka.
- Ten mulat jeszcze śpi, i chcę byś to Ty go obudziła. - powiedział.
- CO?! ja?! jak to? Po co?Przecież on mnie zabije..przecież ja nie wiem gdzie co jest. - panikowałam. Podniosłam się na nogi. Miałam na sobie męską i ładnie pachnącą czarną koszulkę. Oczywiście za dużą.
- Nic Ci nie zrobi ... chyba, obudź go proszę albo zmuszę Cię do tego siłą. - jego ton robił się co raz ostrzejszy.
- Więc gdzie jego pokój? - zapytałam potulnie.
- Chodź - mruknął.
Prowadził mnie przez jaki korytarz. W końcu doszliśmy do dużych czarnych drzwi. Chłopak odszedł, sama nie wiem dokąd. Nie wiem jak wrócić. Nie wiem.. jestem zbyt roztrzęsiona. Ręka mi się trzęsła jak cholera.
W końcu wzięłam głęboki oddech, i pewnie położyłam rękę na klamce uchylając ją.
Weszłam do środka. Mulat słodko spał w samych bokserkach, kołdra leżała prawieże na ziemi. Zaraz zaraz! Cofnijmy się o mare słów.. " mulat słodko spał" powiedzmy że tego wcale nie powiedziałam.
Podeszłam do jego łóżka. Serce skakało mi do wątroby. Co robić? Przecież się nie wycofam. Nerwowo przygryzłam wargę. Zabrałam jego kołdrę na bok. Chłopak zadrżał z zimna co bardzo mnie przestraszyło. Po chwili podeszłam do niego, i delikatnie szturchnęłam go w ramię. NIC. Powtórzyłam czynność. Dalej nic.
Ej no, co jest? Mówiłam w myślach . Do pokoju wszedł chłopak który mnie obudził .
- Trudno go obudzić prawda? Myślałem że uda Ci się to .. w końcu jesteś dziewczyną . Zrób co do Ciebie należy - mówił oschle.
- Słucham?!
- Nie chodzi mi o to co właśnie masz na myśli..- trzepnął się ręką w twarz. Czyli po prostu zrobił tak zwanego " facepalma" .
- A wiec o co?
- Pomyśl .. - wyszedł.
CHOLERA! Co ja mam niby robić? A jeśli..go..poca..nie . Na pewno nie. Pewnym ruchem trzępnęłam go w ramie. Jeden raz, drugi , trzeci. NIC. No kurde co jest z nim nie tak?
Cicho westchnęłam. Już wiem..może teraz się uda, w każdym bądź razie chcę aby każdy wiedział że robię to z wielkim żalem i bólem serca.
Zaczęłam palcem toczyć ślady po torsie mulata, zjeżdżałam nim od góry do dołu. Przy dole, chłopak się poruszył. Zaczął ruszać oczami , otworzył je. Rozejrzał się po pokoju, a po chwili jego wzrok spoczął na mojej osobie. Co teraz?
- Co za miła pobudka .. - powiedział ochrypłym głosem - Twoje zadanie wykonane, a teraz wynoś się do pokoju w którym się obudziłaś albo Ci w tym pomogę. - warknął.
Od samego rana takie emocje, no nieźle. Przestraszona jego słowami wyszłam szybkim krokiem z pokoju. Stanęłam na środku korytarza, no przecież ja nie wiem jak wrócić !
Po chwili poczułam na swojej szyi , ciepłą dużą dłoń.
To on.
- Mam Ci kurwa pokazać jak się chodzi?! - syknął mi do ucha.
- Nie..a-ale , ale.. ja nie wiem jak wrócić...przepraszam - szepnęłam.
- Grzeczna dziewczynka... trzabyło tak od razu , chodź - pchnął mnie szorstko na przód przez co o mało moja twarz nie spotkała się z bliska z podłogą.
Szłam za nim , mierzyłam go wzrokiem. Jest całkiem, NIE. STOP. Za daleko te moje myśli już idą..
- Tutaj , nie wychodzisz stąd póki Cię nie zawołam rozumiesz? - powiedział wrednym tonem.
- Jasne.. - usiadłam na łóżku i spuściłam głowę w dół.
W co ja się wpakowałam..
RESZTE DOKOŃCZE POD WIECZÓR, MUSZE LECIEC .
Nieważne. Przeczekam w łóżku.
Usłyszałam kroki . Skuliłam się w drugą strone. Usłyszałam otwierające się drzwi. Ścisnęłam powieki czekając na ból. Jednak.. jednak nie poczułam żadnego bólu, żadnego dotyku.
- Wstawaj bejbe - usłyszałam dość wysoki i chrapliwy głos. Nie taki jak miał ten mulat czy loczek.
Otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam chłopaka o ładnych ..zielonych lub niebieskich oczach. Ale chyba niebieskich. Grzywka do góry, koszulka w paski i czarne rurki.
- Co.. co ja tu robię? - szepnęłam.
- Aktualnie leżysz, a co? Wzrok szwankuje na stare lata? - zasmiał się.
- Eh, nie o to mi chodziło. Z resztą.. po co , ten mulat znowu chce mnie katować? Może robić to tutaj.. - powiedziałam cicho podnosząc się z łóżka.
- Ten mulat jeszcze śpi, i chcę byś to Ty go obudziła. - powiedział.
- CO?! ja?! jak to? Po co?Przecież on mnie zabije..przecież ja nie wiem gdzie co jest. - panikowałam. Podniosłam się na nogi. Miałam na sobie męską i ładnie pachnącą czarną koszulkę. Oczywiście za dużą.
- Nic Ci nie zrobi ... chyba, obudź go proszę albo zmuszę Cię do tego siłą. - jego ton robił się co raz ostrzejszy.
- Więc gdzie jego pokój? - zapytałam potulnie.
- Chodź - mruknął.
Prowadził mnie przez jaki korytarz. W końcu doszliśmy do dużych czarnych drzwi. Chłopak odszedł, sama nie wiem dokąd. Nie wiem jak wrócić. Nie wiem.. jestem zbyt roztrzęsiona. Ręka mi się trzęsła jak cholera.
W końcu wzięłam głęboki oddech, i pewnie położyłam rękę na klamce uchylając ją.
Weszłam do środka. Mulat słodko spał w samych bokserkach, kołdra leżała prawieże na ziemi. Zaraz zaraz! Cofnijmy się o mare słów.. " mulat słodko spał" powiedzmy że tego wcale nie powiedziałam.
Podeszłam do jego łóżka. Serce skakało mi do wątroby. Co robić? Przecież się nie wycofam. Nerwowo przygryzłam wargę. Zabrałam jego kołdrę na bok. Chłopak zadrżał z zimna co bardzo mnie przestraszyło. Po chwili podeszłam do niego, i delikatnie szturchnęłam go w ramię. NIC. Powtórzyłam czynność. Dalej nic.
Ej no, co jest? Mówiłam w myślach . Do pokoju wszedł chłopak który mnie obudził .
- Trudno go obudzić prawda? Myślałem że uda Ci się to .. w końcu jesteś dziewczyną . Zrób co do Ciebie należy - mówił oschle.
- Słucham?!
- Nie chodzi mi o to co właśnie masz na myśli..- trzepnął się ręką w twarz. Czyli po prostu zrobił tak zwanego " facepalma" .
- A wiec o co?
- Pomyśl .. - wyszedł.
CHOLERA! Co ja mam niby robić? A jeśli..go..poca..nie . Na pewno nie. Pewnym ruchem trzępnęłam go w ramie. Jeden raz, drugi , trzeci. NIC. No kurde co jest z nim nie tak?
Cicho westchnęłam. Już wiem..może teraz się uda, w każdym bądź razie chcę aby każdy wiedział że robię to z wielkim żalem i bólem serca.
Zaczęłam palcem toczyć ślady po torsie mulata, zjeżdżałam nim od góry do dołu. Przy dole, chłopak się poruszył. Zaczął ruszać oczami , otworzył je. Rozejrzał się po pokoju, a po chwili jego wzrok spoczął na mojej osobie. Co teraz?
- Co za miła pobudka .. - powiedział ochrypłym głosem - Twoje zadanie wykonane, a teraz wynoś się do pokoju w którym się obudziłaś albo Ci w tym pomogę. - warknął.
Od samego rana takie emocje, no nieźle. Przestraszona jego słowami wyszłam szybkim krokiem z pokoju. Stanęłam na środku korytarza, no przecież ja nie wiem jak wrócić !
Po chwili poczułam na swojej szyi , ciepłą dużą dłoń.
To on.
- Mam Ci kurwa pokazać jak się chodzi?! - syknął mi do ucha.
- Nie..a-ale , ale.. ja nie wiem jak wrócić...przepraszam - szepnęłam.
- Grzeczna dziewczynka... trzabyło tak od razu , chodź - pchnął mnie szorstko na przód przez co o mało moja twarz nie spotkała się z bliska z podłogą.
Szłam za nim , mierzyłam go wzrokiem. Jest całkiem, NIE. STOP. Za daleko te moje myśli już idą..
- Tutaj , nie wychodzisz stąd póki Cię nie zawołam rozumiesz? - powiedział wrednym tonem.
- Jasne.. - usiadłam na łóżku i spuściłam głowę w dół.
W co ja się wpakowałam..
RESZTE DOKOŃCZE POD WIECZÓR, MUSZE LECIEC .
czwartek, 6 marca 2014
1 .
SŁUCHAJ TEGO: http://www.youtube.com/watch?v=d23TLfdFxIc
♦♦♦ Hannah ♦♦♦
Obudził mnie powiew chłodnego wiatru. Tylko skąd wiatr w moim pokoju?
Słyszę moje imię. Ktoś mnie woła. Mama.
Mrucząc pod nosem wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic i się ubrałam .
Zeszłam na dół gdzie w kuchni czekało na mnie przepyszne śniadanie w wersji naleśników z sosem czekoladowym, bitą śmietaną i paroma truskwkami na górze.
- Pycha ! - klasnęłam rękami . Mama się do mnie uśmiechnęła - Kto otworzył w moim pokoju okno?
- No ja, wiem że zimno zawsze na Ciebie działa. Nienawidzisz zimna , a musisz przecież wstać. - popiła kawę.
- Ciekawa forma pobudki. Po za tym są wakacje, mogę spać ile chcę. - zaczęłam konsumować śniadanie.
- No tak, ale razem z ojcem mamy Ci coś do powiedzenia.- dopiła kawę . - Kevin - popatrzała na mojego tatę który odłożył gazetę na bok i popatrzał na mnie.
Ciekawe co chcą mi powiedzieć. Kolejna wyprowadzka? Nie ma mowy. Już się tu zagnieździłam .
- Więc Hannah, masz już 19 lat. Jesteś dorosłą kobietą, ale dalej i dzieckiem któremu nie wszystko wo-
- Kevin - upomniała mama.
- No więc. Ufam Ci, i wiem że nie robisz niczego co nam się nie podoba.
- No i ? Co w związku z tym ? - podniosłam lewą brew ku górze.
- Ojciec pragnie powiedzieć Ci , że razem wyjeżdżamy. Wrócimy dopiero dzień przed wakacjami. Jedziemy do Hiszpanii, mamy bardzo dużo pracy w tym kraju. - odezwała się mama.
- A ja ? ja to co?
- Wzięlibyśmy Cię ze sobą, ale nie udawaj że podoba Ci się pomysł wakacji z rodzinką. - zaśmiał się tato.
- No masz rację, więc jedźcie. Dam sobie rade, zawsze musze sobie dać rade.. - powiedziałam cicho.
- Wszystko w porządku ? - zapytała mama.
- Pewnie, jest zajebiście. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wstałam od stołu z zamiarem wyjścia lecz głos matki mi w tym przeszkodził.
- Czekaj, skoro nie wiesz kiedy wrócisz to pożegnajmy się już teraz. Samolot mamy za dwie godziny, wiem że lubisz długo spacerować.
- Mhm , żegnam was. - wyszłam czując pierwszą łzę na oku.
Wzięłam w rękę swój płaszcz i wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Teraz pozwalałam łzą bezproblemowo lecieć z oczu. Nie przejmowałam się tym że makijaż mi się rozmaże. Nic mnie nie obchodziło. Dlaczego tylko ja tak mam? Dla moich rodziców liczą się tylko pieniędze. A ja istnieje tylko przez pieprzony przypadek. Mamusia z tatusiem zapomnieli się zabezpieczyć i tak o to na świat przyszedł wrak bezużytków .
Starłam łzy z oczów i poprawiłam włosy które drapały mnie pod koszulką. Postanowiłam posłuchać muzyki dlatego wyciągnęłam swojego smartfona , podłączyłam słuchawki i odpaliłam piosenkę. " Marilyn Manson - The nobodies "
Szłam niezdając sobie sprawy że co raz w głębsze zakamarki miasta wchodzę, co tam że się zgubie. Byleby być jak najdalej od tej chorej rodziny. Jestem jedynaczką. Po co rodzicom drugi przypadek.
Po chwili poczułam mocny ból, zrobiło się ciemno. Bardzo ciemno, tracę kontakt z rzeczywistością. Nie żyje?
- CO teraz z nią zrobimy ? Walker się nieźle wkurwi wiesz o tym..- obudziła mnie czyjaś rozmowa. Postanowiłam nie otwierać oczy by dłużej słuchać o co chodzi. ALe na chwileczkę przychyliłam jedno oko.
Jakiś loczek rozmawiał z mulatem. Obydwoje byli dość przystojni.
- Jak to co ? Ma tu kurwa siedzieć i się nie ruszać. Walker pożałuje wszystkiego - splunął drugi . Odwrócił się w moją stronę. Szybko zamknęłam oko i udawałam że śpię. Słyszałam kroki , zbliżające się do mnie.
Poczułam kopnięcie w żebro. Zwinęłam się w głębek i otworzyłam oczy.
- Obudź się suko ! - krzyknął rozdrażniony mulat.
- Gdzie jestem ? - zapytałam słabym głosem, masując obolałe miejsce.
- W czarnej dupie, wątpie byś mogła być jeszcze gdzie indziej niż tu w tym miejscu. - warknął.
- Dlaczego ? Porwałeś mnie prawda ? - uniosłam głos. - Na chuj ?
Dostałam w twarz. Dostałam z liścia w twarz. Bolało. Dalej boli.
- Nie takim tonem skarbie - syknął. - Zważaj na słówka jeśli nie chcesz oberwać jeszcze bardziej dziwko.
- To mnie wypuść !
- Chyba Cię pojebało, serio masz nasrane. Nic dziwnego w końcu geny Walkera - roześmiał się ostro.
- Pierdol się. - splunęłam.
Kolejne kopnięcie , tym razem w sam środek brzucha. Zwinęłam się w głębek i usiłowałam załapać normalny oddech. Cholera, boli.
- Kurwa ! Pieprzona szmata - pociągnął mnie do góry za włosy, co spowodowało że wstałam. Kopnął mnie w nogę i rzucił mną o ścianę.
Płakałam. A kto by nie płakał w takiej sytuacji?
Boje się. Kto by się nie bał? Hah.
- Przestań, proszę. To boli - łkałam cichutko.
- Słucham ? boli ? To cię boli? Niech boli jeszcze bardziej - kolejny raz podniósł mnie za ubrania i rzucił o ścianę.
- Ja pierdole ! - wydarłam się na cały głos. - wypierdalaj, zostaw mnie tępy gnoju.
O nie. Po co ja to mówiłam. Jezu. Co ja zrobiłam. Jego oczy się zwęziły i niebezpiecznie poczerniały. Podszedł do mnie. Złapał mnie za ręcę które z całej siły ściskał zostawiając po sobie czerwone ślady. Parokrotnie uderzył mnie z prawego sierpowego w twarz, potem w plecy, potem w brzuch i w szczękę.
Znowu rzucił mną o ścianę. Straciłam przytomność.
I JAK ? NAPISAŁAM WEDŁUG WASZEJ PROŚBY. TERAZ CZEKAM NA KOMENTARZE. SORRY ŻE TAKIE KRÓTKIE ALE POCZĄTEK TAKI MUSI BYĆ. :)
♦♦♦ Hannah ♦♦♦
Obudził mnie powiew chłodnego wiatru. Tylko skąd wiatr w moim pokoju?
Słyszę moje imię. Ktoś mnie woła. Mama.
Mrucząc pod nosem wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic i się ubrałam .
Zeszłam na dół gdzie w kuchni czekało na mnie przepyszne śniadanie w wersji naleśników z sosem czekoladowym, bitą śmietaną i paroma truskwkami na górze.
- Pycha ! - klasnęłam rękami . Mama się do mnie uśmiechnęła - Kto otworzył w moim pokoju okno?
- No ja, wiem że zimno zawsze na Ciebie działa. Nienawidzisz zimna , a musisz przecież wstać. - popiła kawę.
- Ciekawa forma pobudki. Po za tym są wakacje, mogę spać ile chcę. - zaczęłam konsumować śniadanie.
- No tak, ale razem z ojcem mamy Ci coś do powiedzenia.- dopiła kawę . - Kevin - popatrzała na mojego tatę który odłożył gazetę na bok i popatrzał na mnie.
Ciekawe co chcą mi powiedzieć. Kolejna wyprowadzka? Nie ma mowy. Już się tu zagnieździłam .
- Więc Hannah, masz już 19 lat. Jesteś dorosłą kobietą, ale dalej i dzieckiem któremu nie wszystko wo-
- Kevin - upomniała mama.
- No więc. Ufam Ci, i wiem że nie robisz niczego co nam się nie podoba.
- No i ? Co w związku z tym ? - podniosłam lewą brew ku górze.
- Ojciec pragnie powiedzieć Ci , że razem wyjeżdżamy. Wrócimy dopiero dzień przed wakacjami. Jedziemy do Hiszpanii, mamy bardzo dużo pracy w tym kraju. - odezwała się mama.
- A ja ? ja to co?
- Wzięlibyśmy Cię ze sobą, ale nie udawaj że podoba Ci się pomysł wakacji z rodzinką. - zaśmiał się tato.
- No masz rację, więc jedźcie. Dam sobie rade, zawsze musze sobie dać rade.. - powiedziałam cicho.
- Wszystko w porządku ? - zapytała mama.
- Pewnie, jest zajebiście. Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - wstałam od stołu z zamiarem wyjścia lecz głos matki mi w tym przeszkodził.
- Czekaj, skoro nie wiesz kiedy wrócisz to pożegnajmy się już teraz. Samolot mamy za dwie godziny, wiem że lubisz długo spacerować.
- Mhm , żegnam was. - wyszłam czując pierwszą łzę na oku.
Wzięłam w rękę swój płaszcz i wyszłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Teraz pozwalałam łzą bezproblemowo lecieć z oczu. Nie przejmowałam się tym że makijaż mi się rozmaże. Nic mnie nie obchodziło. Dlaczego tylko ja tak mam? Dla moich rodziców liczą się tylko pieniędze. A ja istnieje tylko przez pieprzony przypadek. Mamusia z tatusiem zapomnieli się zabezpieczyć i tak o to na świat przyszedł wrak bezużytków .
Starłam łzy z oczów i poprawiłam włosy które drapały mnie pod koszulką. Postanowiłam posłuchać muzyki dlatego wyciągnęłam swojego smartfona , podłączyłam słuchawki i odpaliłam piosenkę. " Marilyn Manson - The nobodies "
Szłam niezdając sobie sprawy że co raz w głębsze zakamarki miasta wchodzę, co tam że się zgubie. Byleby być jak najdalej od tej chorej rodziny. Jestem jedynaczką. Po co rodzicom drugi przypadek.
Po chwili poczułam mocny ból, zrobiło się ciemno. Bardzo ciemno, tracę kontakt z rzeczywistością. Nie żyje?
- CO teraz z nią zrobimy ? Walker się nieźle wkurwi wiesz o tym..- obudziła mnie czyjaś rozmowa. Postanowiłam nie otwierać oczy by dłużej słuchać o co chodzi. ALe na chwileczkę przychyliłam jedno oko.
Jakiś loczek rozmawiał z mulatem. Obydwoje byli dość przystojni.
- Jak to co ? Ma tu kurwa siedzieć i się nie ruszać. Walker pożałuje wszystkiego - splunął drugi . Odwrócił się w moją stronę. Szybko zamknęłam oko i udawałam że śpię. Słyszałam kroki , zbliżające się do mnie.
Poczułam kopnięcie w żebro. Zwinęłam się w głębek i otworzyłam oczy.
- Obudź się suko ! - krzyknął rozdrażniony mulat.
- Gdzie jestem ? - zapytałam słabym głosem, masując obolałe miejsce.
- W czarnej dupie, wątpie byś mogła być jeszcze gdzie indziej niż tu w tym miejscu. - warknął.
- Dlaczego ? Porwałeś mnie prawda ? - uniosłam głos. - Na chuj ?
Dostałam w twarz. Dostałam z liścia w twarz. Bolało. Dalej boli.
- Nie takim tonem skarbie - syknął. - Zważaj na słówka jeśli nie chcesz oberwać jeszcze bardziej dziwko.
- To mnie wypuść !
- Chyba Cię pojebało, serio masz nasrane. Nic dziwnego w końcu geny Walkera - roześmiał się ostro.
- Pierdol się. - splunęłam.
Kolejne kopnięcie , tym razem w sam środek brzucha. Zwinęłam się w głębek i usiłowałam załapać normalny oddech. Cholera, boli.
- Kurwa ! Pieprzona szmata - pociągnął mnie do góry za włosy, co spowodowało że wstałam. Kopnął mnie w nogę i rzucił mną o ścianę.
Płakałam. A kto by nie płakał w takiej sytuacji?
Boje się. Kto by się nie bał? Hah.
- Przestań, proszę. To boli - łkałam cichutko.
- Słucham ? boli ? To cię boli? Niech boli jeszcze bardziej - kolejny raz podniósł mnie za ubrania i rzucił o ścianę.
- Ja pierdole ! - wydarłam się na cały głos. - wypierdalaj, zostaw mnie tępy gnoju.
O nie. Po co ja to mówiłam. Jezu. Co ja zrobiłam. Jego oczy się zwęziły i niebezpiecznie poczerniały. Podszedł do mnie. Złapał mnie za ręcę które z całej siły ściskał zostawiając po sobie czerwone ślady. Parokrotnie uderzył mnie z prawego sierpowego w twarz, potem w plecy, potem w brzuch i w szczękę.
Znowu rzucił mną o ścianę. Straciłam przytomność.
I JAK ? NAPISAŁAM WEDŁUG WASZEJ PROŚBY. TERAZ CZEKAM NA KOMENTARZE. SORRY ŻE TAKIE KRÓTKIE ALE POCZĄTEK TAKI MUSI BYĆ. :)
Prolog
Hannah Gemma Walker Dziewczyna z dobrego domu. Nie wiedziała że jej rodzina posiada ogromną fortunę. Nigdy nie zastanawiało ją to , dlaczego mieszka w pięknej willi. Nie wie gdzie pracują jej rodzice , ponieważ wiecznie nie ma ich w domu. Musi radzić sobie sama , przyjaciółka Hanny, Tracy zginęła w wypadku samochodowym rok temu. Bardzo za nią tęskni. Ogólnie Hannah jest bardzo samodzielną dziewczyną. Pewnego dnia wszystko niszczy jej spokojne dotychczas życie. Zostaje brutalnie porwana przez jakiegoś mulata. Tylko dlaczego ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)